„Relax and float down…

„Relax and float down stream”, czyli Wietnam w grach wideo (cz. 1)

Na razie wystaczy tych Battlefieldów, czas zająć się czymś trochę innym. Na początek anegdotka.

W roku 1968, podczas ofensywy Tet, Wietkong zdołał przejąć krajową stację radiową Wietnamu południowego i przygotował nagranie z odezwą Ho Chi Minha do narodu, wzywając do rewolucji i podjęcia walki przeciwko amerykanom. Technik radiowy rozumiejąc co się właśnie dzieje nakazał przerwanie transmisji i nadawanie walców wiedeńskich oraz Beatelsów, wśród których między innymi prawdopodobnie znalazł się „Tomorrow Never Knows”. I właśnie w towarzystwie takiej muzyki żołnierze amerykańscy i południowo wietnamscy ostrzeliwali się z żołnierzami wietnamu północnego. To nie ma nic wspólnego z grami wideo, po prostu lubię Beatelsów, kocham „Tomorrow Never Knows” i całe „Revolver” oraz uważam, że to całkiem „ciekawa ciekawostka”. No ale pozostańmy w Wietnamie.

Każda wojna jest straszna, ta w Wietnamie wcale nie była inna. Przerażająco okrutna, brudna, kompletnie bezsensowna i… Chodzi mi po głowie słowo „zwierzęca”. Ale co interesujące, to chyba „najbardziej klimatyczna” wojna jakkolwiek źle by to nie brzmiało. Pewnie dużo osób podświadomie kojarzy „Sympathy For The Devil” czy „Fortunate Son” właśnie z Wietnamem. Druga wojna Indochińska była też pierwszą tak mocno „telewizyjną”, publiczną i „narkotyczną”. Przecież nigdy wcześniej nie mieliśmy kolorowych nagrań dzielnych, amerykańskich chłopców palących jointy przez lufę Winchestera 1200 (czyli strzelby pump-action, po prostu chciałem zabrzmieć jakbym się znał). To nie była IIWŚ gdzie mieliśmy złych Niemców i dobrych Amerykanów. Tu mieliśmy w zależności od punktu widzenia dobrych lub złych północnych wietnamczyków, kompletnie zagubionych i zależnych amerykanom południowych Wietnamczyków i zależnie od punktu widzenia złych lub dobrych Amerykanów. Każda ze stron dopuszczała się czynów przerażających i w pewnym momencie chyba wszyscy walczący kwestionowali słuszność całej tej wojny. Wszystko było kompletnie posrane i do dziś Amerykanie nie lubią wspominania tego konfliktu. O ile Wojna w Korei zachwiała statusem Stanów Zjednoczonych jako „obrońcy świata”, tak Wietnam ten status obalił, podeptał i opluł. Być może właśnie dlatego growych, wietnamskich reprezentantów mamy tak niewielu. Dzisiaj spróbuję przybliżyć wam kilka tytułów, zarówno tych świetnych jak i tych okropnych, bo czemu by nie? Niech te chujowe też coś od życia mają.
Wpis podzielę na dwie części, bo jako całość byłby po prostu zbyt długi.

Vietcong (2003)

Według mnie, tytuł chyba najlepiej oddający wietnamskie realia. W czasie premiery gry grafika robiła niesamowite wrażenie, z tego co pamiętam potrzebna była naprawdę potężna maszyna żeby to uciągnąć. Moim skromnym zdaniem, miejscami potrafi zrobić wrażenie do dziś. I o ile modele postaci wyglądają paskudnie, tak dżungla wygląda… Realistycznie? Oczywiście straszy teksturami niskiej rozdzielczości, ale generalnie wygląd czy rozmieszczenie drzew robią naprawdę dobre wrażenie, „korytarzowość” nie jest aż tak wyczuwalna. Tak w sumie, w kwestii odwzorowania dżungli, to chyba tylko „Wyspy Salomona” z Battlefielda V zrobiły na mnie równie duże wrażenie. No dobra, może jeszcze pierwszy Crysis. No i Shadow Of The Tomb Raider. I pewnie możnaby wymienić jeszcze 15 innych gier, ale warto pamiętać, że Vietcong ma niemal 17 lat.
Interesującą cechą jest też „powolność” gry, bo widocznie Czesi lubią tworzyć wolne gry (ekhm, Kingdom Come). Najczęściej powolutku poruszamy się za „pointmanem” (zwiadowcą/przewodnikiem) uważając na pułapki i strzelając do wroga z większych odległości. Mamy też bardziej dynamiczne etapy (np. Infiltracja tuneli), ale większość czasu spędzamy w buszu zważając na każdy nasz krok. Zdecydowanie polecam, choć mogą być pewne problemy z uruchomieniem na Windowsie 10.

Vietcong 2 (2005)

Niestety druga część nie była już tak udana. Porzucono dżunglę i skupiono się na wspomnianej wcześniej Ofensywie Tet, czyli walkach odbywających się głównie w warunkach miejskich. Większość graczy odbiera tą zmianę jako błąd, mi osobiście sam pomysł się podoba, ofensywa była równie krwawa, brutalna i intensywna co walki w dżungli, problemem jednak jest wykonanie. Mapy są spore ale bardzo puste i mocno korytarzowe. Poprzednia część sprawnie ten fakt maskowała (za pomocą dzingli), tutaj to nie działa. Starcia w których w rzeczywistości brało udział setki osób, tutaj przedstawione są jako strzelaniny 15 żołnierzy na kompletnie pustych ulicach. To psuje klimat.
Kampanie mamy dwie. Kilka (chyba siedem lub osiem) misji po stronie amerykańskiej i klika (cztery o ile dobrze pamiętam) po stronie wietnamskiej, i ta druga zrealizowana jest nieco lepiej, wracamy tu do (ponownie) cakiem ładnej dżungli i nieco wolniejszego typu rozgrywki. Niestety, problemem jest grafika i optymalizacja. Gra nie była jakoś dużo ładniejsza niż poprzedniczka a wymagała mocniejszego sprzętu, do dziś czasami potrafi paskudnie przyciąć czy zwolnić. Za to pochwały należą się za broń. Tej jest naprawdę sporo, większość całkiem nieźle odwzorowana, model strzelania też nienajgorszy, choć wydaje mi się, że nieco słabszy niż w poprzedniej części. Podsumowując, można zagrać, miejscami jest całkiem przyjemnie. Oczywiście nie jest to jakiś crap, ale do jedynki sporo zabrakło.

Battlefield: Vietnam (2004)

Gra od której zacząłem przygodę z Battlefieldami. Ech, nie zliczę ile czasu spędziłem na strzelaniu do botów na mapach offline. Klasyczna muzyka z lat 60′ (i 70′ – 80′, przykładowo „The Kinks – You Really Got Me” w dużo bardziej czadowej wersji live z roku 1980), sporo ciężkiego, wszelakiego sprzętu, sporo broni palnej i gigantyczne (wtedy) mapy. Ostrzeliwanie wietnamskich T-54 (czy raczej Type 59) z pokładu Huey’a w towarzystwie „Fortunate Son” czy „War” to dla mnie przeżycia niemal mistyczne. To jeszcze te czasy gdy Battlefieldy nie cechowały się swoim „nieco większym realizmem”, więc niech was nie zdziwi M16 z wyrzutnikiem łusek po lewej stronie (Dlaczego? Po co?), mimo to, strzelanie jest całkiem przyjemne. Gra hula na silniku Battlefielda 1942, mimo to, jest zdecydowanie ładniejsza, osobiście uważam, że nadal wygląda cakiem sympatycznie. Co do samej rozgrywki, oczywiście multiplayer od dawna jest martwy (choć pewnie istnieją nieoficjalne sposoby żeby pograć), ale jeżeli macie możliwość, warto choćby popykać z botami. Szczególnie jeżeli ostatnio graliście w Battlefielda V.

Shellshock 2: Blood Trails (2009)

Horror w klimacie wojny wietnamskiej brzmi jak cakiem niezły pomysł. Niestety trzeba potrafić go jakoś zrealizować. A żeby go zrealizować, to trzeba w ogóle kurwa potrafić tworzyć gry. W przypadku Shellshocka 2 mam duże wątpliwości czy twórcy tą trudną sztukę opanowali choćby w 40 procentach. Pierwszy shellshock nie był świetną grą, był przeciętniakiem, ale czuć było, że jakiś budżet tam był, że ktoś jednak trochę ogarniał jak się te gry powinno się tworzyć. Blood Trails to gówno najgorszego sortu. Kioskowy wysryw za który twórcy żądali ceny pełnego produktu. To jest kurwa tak złe, że aż chyba zrobię o tym osobny wpis, bo jestem po prostu zszokowany tym, jak można mieć czelność wypuścić coś takiego. To nawet nie jest „aż tak chujowe, że aż niezłe”. To jest po prostu okropne i niegrywalne. Trochę tak jakbyście zapłacili, a twórcy napluli wam do ryja. I dali w pysk.

Rising Storm: Vietnam (2017)

Gra w którą… Nie grałem. Nie no dobra, troszkę grałem, ale bardzo niewiele, głównie z uwagi na brak odpowiedniego komputera. Po prostu miałem za słaby komp a wydania konsolowego nie ma. Ale coś tam ogarniam, a o tej grze trzeba wspomnieć.
Najnowsza gra w zestawieniu, stricte multiplayerowa. Możliwe, że kojarzycie nazwę „Rising Storm”. Jeżeli tak, to dobrze kojarzycie, to gra od twórców „Red Orchestra”. Tutaj również postawiono na wysoką śmiertelność i wysoki realizm zarówno w kwestii samej rozgrywki jak i odwzorowania broni. W mojej opinii, pod względem gameplayowym, gra ma sporo cech wspólnych z „Insurgency: Sandstorm”. Co istotne, jest to jedyny „współczesny” shooter w realiach drugiej wojny indochińskiej, więc jeżeli szukacie czegoś nowszego, to wielkiego wyboru na tym polu nie macie. Na szczęście gra jest naprawdę porządna, dosyć często trafia na wszelakie steamowe wyprzedaże, myślę, że warto dać jej szansę.

To oczywiście nie wszystko, jest jeszcze parę innych wartych (i nie wartych) uwagi gier które postaram opisać w kolejnej części, ale faktem pozostaje, iż gier w realiach konfliktu wietnamskiego mamy po prostu niedobór. O ile filmów również nie mamy zbyt wiele, tak większość to filmy wybitne (jak moje ukochane Full Metal Jacket, Apocalypse Now, Hamburger Hill czy Platoon). O grach tego powiedzieć nie możemy, bo naprawdę dobrych gier mamy zaledwie garstkę. Naturalnie 90% tytułów ukazuje konflikt z perspektywy Amerykańskiej (z jednym małym wyjątkiem, ale o nim w drugiej części) i jeżeli powstanie Call Of Duty: Vietnam czy Battlefield: Bad Company 3 o których plotkuje się od dawna, raczej nic w tej kwestii się nie zmieni. A szkoda, druga strona to równie ciekawy punkt widzenia i równie ciekawe, równie dramatyczne historie. Cóż, co z tego wyjdzie czas pokaże.

#20gierwykopka #gry #komputery #konsole #wojna #technologia #historia