„PUFFHAUS” W BUCHENWALDZIE –…

„PUFFHAUS” W BUCHENWALDZIE – OBOZOWY DOM PUBLICZNY

(Fragment książki Katriny Shawver „Od Auschwitz do Ameryki Niezwykła historia polskiego pływaka”)

Z rozkazu Himmlera każdy obóz koncentracyjny miał „puffhaus”, czyli dom publiczny. Pod koniec lata 1943 r. nie wiodło im się na wojnie, Rosjanie nacierali na froncie wschodnim, spychając ich stronę granicy. Niemieckie dowództwo „postanowiło być miłe” dla starszych więźniów i strażników. Więźniowie ciężko pracują, więc potrzebują dziewczyn.

[…]

W 1943 r. zbudowali „puff” w Buchenwaldzie. Były tam wanny, ręczniki, zasłony w oknach, małe dywaniki i inne drobiazgi. Kapo Arno był stolarzem i stał na czele komanda cieśli. Pracowali dzień i noc, budując 14 umeblowanych pokoi, bo kazano im szybko skończyć. Specjalnie wyselekcjonowane dziewczyny przybyły z Ravensbrück.

Zrobili w „pufie” wszystko takie ładne. Kwiaty, dywany, wszystko było ładne. Łącznie było tylko 14 dziewczyn: Niemki, cztery polki i dwie Rosjanki. Więźniowie widzieli umalowane twarze, fryzury i zasłony w oknach. Gdy przyszło to otwarcie „puffu”, więźniowie, którzy chcieli odwiedzić dziewczyny, podawali swoje nazwiska pisarzowi blokowemu, a on podawał je pisarzowi obozowemu. Tam blokowy sprawdzał kwalifikacje więźniów, którzy złożyli prośbę. Czy zasłużyli? Czy popełnili poważne przestępstwo? Potem odsyłał dokument z datami, kiedy który numer może pójść do „puffu”.

Zazwyczaj było tylu chętnych, że trzeba było czekać wiele dni. Każdego dnia po apelu zbierała się grupka czekających na swoją kolej. Stali w kolejce na schodach prowadzących do bloku. Gdy zadzwonił dzwon na koniec dnia pracy, wszyscy biegli co sił w nogach do bloku 24A.

– mieli możliwość, żeby się wcześniej umyć?

– Nie, one tam ich myły. A faceci biegli co sił, by skraść serca dziewczyn. Zwykli więźniowie nawet nie próbowali się starać o karty wstępu do „puffu”. Tylko więźniowie o wyższej pozycji, tacy jak kapo i ci, którzy byli w dobrych stosunkach z Niemcami, mogli tam wchodzić. Zwykli więźniowie nawet nie próbowali. Wielu było nieśmiałych, albo byli żonaci i nie chcieli, by ktoś widział, że tam chodzą. Nie czuli się z tym dobrze. Więc chodzili tam głównie bandyci, złodzieje i blockmeisterzy (brygadziści). Czas wizyty wynosił tylko 12 minut. […] To był limit. 12 minut. Poza tym wszyscy byliśmy zmęczeni po pracy. W Buchenwaldzie nie dało się podymać zbyt długo.

[…]

Nie wszyscy pieprzyli – nie było czasu. Czasem tylko pogłaskali dziewczynę po ramieniu, pocałowali ją, pocieszyli i byli gotowi. A później, po wszystkim, musieli stanąć w kolejce do zastrzyku. Przychodził pielęgniarz i każdy musiał przed nim stanąć, by dostać zastrzyk dezynfekujący. Potem wychodzili i wracali do baraków. Zastrzyki były głównie po to, by chronić dziewczyny.

– Czy więźniowie musieli płacić?

– Tak, dwie marki. Nie wiem, coś koło tego. Niemcy nie robili niczego za darmo.

[…]

Na zdjęciu:
Widok „puffu”, czyli obozowego domu publicznego w Buchenwaldzie, rok 1943.

#wmrokuhistorii #historia #ciekawostki #wojna #iiwojnaswiatowa #niemcy #polska #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #iiirzesza